|
Всі мови All languages |
Українська бібліотека Джерело |
Гостьова книга Guest book |
«Каменярі» Івана Франка
|
|
Prześniłem sen przedziwny. Jak gdyby tuż przede mną Dolina niezmierzona rozwarła się do dna, A ja łańcuchem skuty, pod skałą stoję ciemną I granit jej olbrzymi unosi się nade mną, A obok, mnie podobnych postaci ludzkich ćma. Każdemu z nas cierpienia bruzdami twarz poryły, I tylko żar miłości goreje nam spod czół, Łańcuchy niby zmije nam ciała okręciły, A grzbiety utrudzone ku ziemi się schyliły, Jak gdyby jakiś ciężar zgiął je w dół. A każdy z nas w swym ręku miał młot żelazny, ciężki, Gdy nagle zagrzmiał w górze potężny glos jak grom: «Młotami bijcie w skałę! I niechaj żadne klęski Nie cofną was z tej drogi. Ni głód, ni żal, ni męki, Bo wam jest przeznaczone tę skałę rozbić w złom!» I wszyscyśmy jak jeden podnieśli ręce w górę, I cios tysiąca młotów w granitach czarnych grzmiał, W tysiące stron pryskały odłamki skał pod chmury I młoty rozsadzały skalistych złomów mury, I raz po raz grzmociły w kamienne czoła skał. Jak łoskot wodospadu, jak głuche dział wystrzały, Tak nasze młoty grzmiały ciosami raz po raz, Zdobywał piędź za piędzią wysiłek nasz wytrwały, I chociaż niejednego raniły ostre skały, To nic by nie zdołało powtrzymać w marszu nas. I każdy wiedział dobrze, że sławy nie zdobędzie, Wdzięczności nie zaskarbi za swój katorżny trud, Że wtedy ludziom wolnym ta droga służyć będzie, Gdy my ją przebijemy i wyrównamy wszędzie, Gdy nasze kości tutaj spopieli żar i chłód. I nigdy myśmy chwaty pośmiertnej nie pragnęli, Nie z dumnych bohaterów wywodzi się nasz ród. O nie, my niewolnicy, co dobrowolnie wzięli Na siebie obowiązek. O wolność bój podjęli, Złożyli dań ludzkości — nasz kamieniarski trud. I wszyscyśmy wierzyli — swoimi to rękami, Zwalimy czarny granit, zetrzemy skały ślad, Że własną krwią i potem, i kośćmi, i ciałami Gościniec ubijemy, że wkrótce tuż za nami Radosne życie przyjdzie i opromieni świat. Wiedzieliśmy też dobrze, że tam w dalekim świecie, Na zawsze porzuconym dla znoju naszych rąk, Wciąż płyną łzy za nami, znękanych żon i dzieci, I że nie tylko wróg nasz nienawiść do nas nieci, Lecz nawet i przyjaciel wyparł się nas i zląkł. Wiedzieliśmy, niestety. I dusza nas bolała. I każdy w swoim sercu tę krzywdę mocno czuł, Lecz ani łzy, ni rozpacz, ni ból piekący ciała, Ni klatwa nas od czynu powstrzymać nie zdołała, I każdy bez ustanku w granity dalej kuł. I tak idziemy naprzód, w gromadzie jednej, skuci, Złączeni świętą myślą, wciąż krusząc skalny głaz, I niech nas przeklinają, niech świat w niepamięć rzuci, Przebijmy prawdzie drogę, wyklęci i zaszczuci! Dopiero po nas wzejdzie dla wszystkich szczęścia brzask. |
Переклад польською мовою Л. Пастернака. Вперше надруковано у газеті «Robotnik», 1945, № 313, с. 4.
Передруковувався у різних періодичних виданнях.
Подається за виданням: «Antologia poezji ukrajińskiej», Варшава, 1977, с. 218—219.
Пастернак Леон (1910—1969) — польський поет і перекладач, популяризатор української літератури, зокрема Т. Г. Шевченка, І. Я. Франка та інших письменників у Польщі.
Якщо ви помітили помилки, або маєте зауваження пишіть на адресу
ukrlib@narod.ru,
або залиште повідомлення у
гостьовій книзі
(c) Видавництво «Наукова думка», упорядкування, примітки